czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 2.

- Ty chyba na prawdę chcesz dostać lanie. - oddychaj Let. Nie może wyprowadzić Cię z równowagi.
- Z chęcią, uwielbiam gdy dziewczyna bije mnie w łóżku.
Co on powiedział?! Że lubi jak dziewczyna go bije  łóżku? Czy on myśli, że pójdę z nim do łóżka? Niedoczekanie.
- Zboczeniec.
- Dobrze mi z tym.
- Zamkinij się i czekaj na porażkę, bo zaraz start.
3...2...1...
- START! - wykrzyczała jedna z dziwek Teja, która rozpoczynała wyścig.
U mnie tylko istnieje pedał gazu i spręgło. Hamulec jest dla mnie najmniej ważny.
Wrzucam jedynkę, dwujkę, trójkę, hamuec ręczny, kierownica w lewo, but, but, but.
Cholera, mogli wybrać trasę z mniejszą ilością zakrętów, ale chuj.
Ostatnia prosta. Licznik pokazuje 209 KM/h.
Wygrałam, wygrałam z chujem. Ma za swoje.
***
Tego mi brakowało. Imprezy. Imprezy u Doma z przyjaciółmi i Harrym. Ugh... Żygam nim. 
- Letty! Chpdź na chwilę. - woła mnie Dom. O wilku mowa.
- Czego chcesz? - siadam obok niego.
- Jest robota. - upija swojego piwa.
- Konkretniej?
- Można dużo zarobić, a wiem, że Tobie teraz kasa jest potrzebna. Parę aut, pociąg. Ty, ja i Brian plus parę gości. Wchodzisz?
- Jasne. Słuchaj ja muszę iść. Jutro obgadamy to. Narka. - rzuciłam i ruszyłam w stronę wyjśćia.
Moje auto stało przy zamym wejściu, a przy min stał Hazz. Nie no, czego on go kurwy nędzy chce?
- Nie odpuścisz? Czego chcesz? - otworzyłam swoje auto.
- Porozmawiać.
- To...
- Ale nie tutaj. - przerwał mi.
- A gdzie indziej? - zgarnęłam włosy z czoła.
- Niedaleko stąd jest takie ciche miejsce, pojedźmy tam. - zaproponował.
- Ehh... no dobra.
Jechałam za nim. Na ulicach jest putto, no nie dziwię się - mamy 23:47.
Dojechaliśmy do jakiegoś miejsca pod mostem.
- To o czym chcesz gadać? - wysiadłam z auta i usiadłam na jego masce.
- O tym dlaczego jest dla mnie taka oschła. - dołączył o mnie.
- Bo nie zrobiłeś na mnie dobrego wrażenie i niezbyt Cię lubię.
- Mhm.
- O co Ci chodzi? - oddychaj Let. Wiem, często to do siebie mówię.
- Mi? A raczej o co Tobie chodzi! To nie ja jestem dla Ciebie chujem! Chciałem wtedy z Tobą pogadać, zakolegować się, bo zaimponowałaś mi, a ty kurwa jak dziwka się zachowujesz! - stanął przede mną.
- Mam powody do tego, żeby tak się zachowywać! Nawet kurwa nie wesz co ja przechodziłam! Jak trudno mi jest teraz komukolwiek teraz zaufać! Mogę liczyć tylko na Doma, Briana i moją matkę! Jak chcesz możesz dla mnie też taki być - proszę bardzo! - wykrzyczałam.
- Czym Ci wtedy zaimponowałam? - dodałam już nie krzycząc.
- Tym jak prawie dokopałaś tej zdzirze. - zachichotał. - Chętnie bym zobaczył jak lejesz ją.
- A ja bardzo chciałabym to zrobić.
Patrzę przed siebie. Żadne z nas nic nie mówi. Założę się, że myśli o tym co do mnie powiedzieć, żeby mnie nie wkurwić bardziej.
- Chciałbym Cię poznać. Bez wkurwiania Cię.
Zadławiłam się powietrzem. Że co?! On chce mnie poznać? Robi się ciekawie.
- Ale że jak? - pytam.
- Chciałbym żeby opowiedziała mi coś o sobie.
- Tutaj?
- Nie, pojechalibyśmy do mnie.
- Nieee.... nie ma mowy, nie jadę do Ciebie.
- Dlaczego? Tchórzysz? Boisz się, że Cię zgwałcę?
Popatrzyłam na niego, a on pięknie się uśmiechał, małe dołeczki ma na policzkach. Urocze.
- Fajne dołki. - uśmiechnęłam się.
- Nie zmieniaj tematu mała! To jak? Chyba, że tchórz z Ciebie.
- Dobra, ale pogadamy i wracam.
- Nie, pogadamy, zjemy coś, napijemy się czegoś, pójdziemy spać i jutro wrócisz. - puścił mi oczko.
- Dobra. - powiedziałam zrezygnowana.
-To jedź za mną.
***
Harry'ego mieszkanie jest piękne. Takie czyste i... duże.
- Mieszkasz sam? - zapytałam.
- Tak, w końcu mam 21 lat. - uśmiechnął  się.
- 21?
- Tak, a ty?
- 18, ale za tydzień 19.
- Impreza się szykuje? - postawił wodę na herbatę.
- Tak, tak jakby. Nie mam gdzie jej urządzić.
- Możesz u mnie. Herbatę?
- Tak, poproszę, a co do imprezy to nie, nie wiem. Zastanowię się, a teraz pogadajmy o czymś innym.

_______________________
Mamy rozdział 2.! Łiii! xd Odbija mi palma xd
Jak na zakończeniu roku? Którą klasę skończyliście? ^^
 
 




środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 1.

Kim on jest? Nie znam gostka i nie chcę go poznać. Próbuję go ominąć lecz zatrzymuje mnie, stawia na przeciwko siebie i mówi:
- Zapytałem o coś, nie lubię jak mnie się ignoruje. - uśmiechnął się łobuzersko.
Nie mam na prawdę ochoty na koleją kłótnie, więc odpowiedziałam :
- Tak, a teraz sorry bo mam robotę. - znowu próbowałam go wyminąć, Na marne.
- Gdzie tak się śpieszysz? Nawet mi się nie przedstawisz?
- Nie, to ty mnie zaczepiłeś, a ja nawet nie mam kurewskiej ochoty z Tobą gadać.
- Uuuu... Ostro, jestem w takim razie Harry, a ty?
- Letty.
- Ładnie. - puszcza mi oczko.
- Mhm. Na razie Harry. - odeszłam.
Ruszyłam w kierunku mojego, ukochanego autka. Do mojej pięknej Hondy. Wyciągnęłam kluczyki od niej i otworzyłam auto. Cieszę się, że Dom mi ją wczoraj wyczyścił, na reszcie mam tu jakiś porządek. Wsadzam kluczyki od stacyjki i przygazowuję. Kocham ten ryk silnika.
- Zajebista Honda. - słyszę znów Harry'ego przez otwartą szybę.
- Ugh... Nie rozumiesz, że nie mam czasu na to by gadać z Tobą? Aż tak ciężko to zrozumieć?
- Mówiłaś, że nie masz ochoty. - opiera się o auto.
- Tego też. A teraz odejdź, bo nie chcę, żebyś sobie stłuk te swoje dupsko. - syknęłam.
Odsunął się, a ja ruszyłam.
Kierowałam się w stronę domu Doma.
Postanowiłam pojechać dłuższą trasą - przez autostradę. Musiałam odreagować.
156 KM/h - nie za szybko, ale nie za wolno. Dla mnie sam raz.
Mój telefon dzwoni, nieznany numer. Odbieram.
- Nie pędź tak, bo w coś wpadniesz. - śmieje się Harry w słuchawce.
- Do kurwy nędzy! Jak ty zdobyłeś mój numer?! - wrzeszczę.
- Zjedź na bok jak chcesz pogadać.
- Nie. - rozłączam się.
***
- To jak Let? Ścigasz się dzisiaj?Podobno ma być nowy ścigasz. Dokopiesz mu. - śmieje się Brian.
- Nawet mnie nie wkurwiaj O'Connor! - upijam łyka mojego piwa.
- Co jest Letty? Okres? - śmieje się nadal.
- Nie, dzisiaj odwiedził mnie jakiś gostek w pracy, a potem dzwonił do mnie.
- Cichy wielbiciel? - dołączył do niego Dom.
- Ugh... Nie wiem, ale mam po dziurki w nosie jego ryja.
- Na pewno? Czy może już go kochasz? - palnął Brian, a Dom wybuchnął śmiechem.
- Jeszcze. Jedno. Słowo. A nie żyjesz. - warczę, a on w obronnym geście podnosi ręce do góry i udaje niewiniątko.
Po pewnym czasie dodaje:
- Kiedy i gdzie ten wyścig?
- Dzisiaj o 23, nie daleko. - uśmiecha się Toretto.
- Super. Jadę, muszę zarobić jeszcze bo mamy długi z matką. - wstaje i chwytam kluczyki od mojego samochodu. - Was też tam widzę. - powiedziałam i wsiadłam do auta.
***
- Jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu.
Pusto. i ciemno. Ciemno jak w dupie u murzyna. Nie żebym miała coś do nich, ale takie powiedzenie.
Zapalam światło w kuchni. Zrobiłam sobie jajecznicę. 
Patrzę na zegarek po skończeniu kolacji - 20:16.
Włożyłam naczynia do zmywarki i pobiegłam na górę przebrać się. Ubrałam to wszystko:

Zrobiłam grube, czarne kreski eyelinerem, a usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem.
***
- Letty, twoja kolej. Dwaj 2 koła. - podszedł do mnie Tej.
- Trzymaj i nie jęcz. - podałam mu kasę. - Odliczone.
Gdy zobaczyłam kto właśnie obok mnie podjechał...


_________________________
Mamy rozdział 1! Jak wrażenie? Podoba się? :))

Prolog

- Letty! Panna Nelson czeka na swoje kluczyki od Nissana! - woła mój szef - Adam.
- No już! Do kurwy nędzy! Nie rozdwoję się! - okrzyknęłam.
Mam naprawić dodge'a, mam zrobić to, to i oczywiście to! Jednym słowem - wszystko. A jeszcze mam iść do tej zdziry. Nawet nie wiem dlaczego Adam nazwał ją 'panną', przecież ona ma tyle samo lat co ja. Nienawidzę jej. Taka panienka z niej - najdroższe ciuchy, a no i oczywiście, ten zajebisty Nissan GT-R w najnowszej budzie. Ja mogę pomarzyć o tym, a ona nawet nie wie ile to ma KM (konie mechaniczne). Oddychaj Letty. Spokojnie, to tylko Amelia Nelson, zdzira z twojej ulicy.
Chwyciłam kluczyki od jej samochodu, oddałam jej je i szybko odeszłam, ale oczyiście - musiała do kurwy nędzy coś do mnie pierdolnąć:
- Nawet się nie przywitasz Ortiz? Czy jesteś zawstydzona, że ja mam takie auto a ty nie? Że mnie stać, a Ciebie i twoją matkę nie
- Nawet. Nie. Próbuj. Wspominać. O. Mojej. Matce. I naszych. Finansach. - stanęłam, obróciłam sę do niej przodem i wysyczałam przez zęby.
- Co? Wstyd Ci, że ja mam pieniądze, a ty i twoja matka nie? Że ty też musisz pracować? - uśmiechnęłą się zadziornie.
Chwyciłam ją za jej szmaty i przycisnęłam do Nissana. Sory autko.
Miała już dostać z prawego sierpowego, ale usłyszałam głos za sobą:
- Czym Ci zawinęła?
Był to męski głos, zupełnie nie znany, nigdy wcześniej nie słyszany mi. Moja pierwsza reakcja to, że Adam to zobaczył i mnie wywali, ale nie.
Mogłam usłyszeć, że się śmieje.
Puściłam ją i powiedziałam :
- Jeszcze raz, a nie żyjesz suko. - przytaknęła tylko.
Obróciłam się i zobaczyłam wysokiego chłopaka pokrytego licznymi tatuażami i miał kolczyki w wardze i w brwi.


_____________________________
I jak Wam się podoba? Może dzisiaj pojawi si,e pierwszy rozdział. ;)