środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 10.

Harry's POV

 - Samochodami?
WTF? Bójka samochodami? To jest możliwe? Jaja se ze mnie robi czy co?
- Tak. Może kiedyś Ci opowiem...

Letty's POV

Ubrałam strój kąpielowy , a na to TO. Po 5 minutach zeszłam 9 a raczej zbiegłam, ale to szczegół) na dół.
Byli tam wszyscy. Dom, Mia, Brian i Harry. Ciekawiło mnie jedno, gdzie moja Mama? Ugh... Czarne myśli przechodzą przez moją głowę...
A co jeżeli mój ojciec ją dorwał? Skurwysyn jebany. NIECH TYLKO ZNAJDZIE SIĘ W POBLIŻU.
Oddychaj Let.
- Jedziemy? - wyrwał mnie z zamyśleń głos Stylesa.
- Jasne. - powiedziałam.
Podczas jazdy cały czas myślałam o mojej Mamie. Gdzie ona jest? Może zadzwonię do niej teraz? Chuj z tym, że jest zakaz rozmawiania przed telefon podczas jazdy.
Wyjęłam komórkę i zadzwoniłam, po 3 sygnałach odebrała...
- Mamo, gdzie jesteś?
- Mamo? Wolałbym Panie Luke.
- CO.TY.KURWA.ROBISZ.Z.MOJĄ.MATKĄ?! - krzyknęłam.
- Dowiesz się kochana. Przyjedź do nas. - rozłączył się.
Zahamowałam gwałtownie i szybko zawróciłam.
Jebią mnie przepisy. MUSZĘ KURWA RATOWAĆ MOJĄ MATKĘ. JEST 100 KM ODE MNIE.
Luke to wielki chuj. Kurwa, mówiłam kutasowi że oddam kasę!
Tak jak zawróciłam, to mój telefon zadzwonił - Harry.
- Halo? - syknęłam.
- Gdzie jedziesz?
- Ratować moją Matkę. - przy śpieszyłam.
- Co jest? Czekaj, pojadę z Tobą!
- Dobra czekam przy rondzie. - rozłączyłam się
***
- Dom i Brian. Wy idziecie od tyłu. Ja i Hazz z przodu, a Mia stoisz na czatach. Rozumiecie? - wytłumaczyłam wszystkim plan.
- Tak. - powiedzieli chórkiem. 
- Włączcie słuchawki i jazda! 
Wszyscy poszli na swoje miejsca. 
- Słyszycie mnie? - powiedziałam do słuchawki.
- Tak. - znowu chórkiem.
- Ok. Wchodzimy za 3...2...1... TERAZ!
Pierwsze strzały. Pierwsze trupy.
Ten krzyk. 
Adrenalina. To jest to czego mi brakowało przez ostatnie miesiące.
Zauważyłam gdzieś Luka. Spieprzał. Och nie kochany, zabawimy się. 
Pobiegłam za nim. Nie ucieknie mi skurwysyn!
Przechodząc obok jakiegoś pokoju usłyszałam ciche krzyki.
Mama!
Chciałam otworzyć drzwi. Zamknięta. Kurwa! 
Strzeliłam w nie a one ustąpiły. 
Siedziała związana na krześle. Usta, nogi, ręce...
Podbiegłam do niej, wyjęłam nóż i rozcięłam sznury. 
Chciała coś powiedzieć, ale nadal miała zaklejone usta.
- Poczekaj, już Ci odklejam taśmę.
Po odklejeniu krzyknęła:
- Uważaj!
Spojrzałam za siebie. Luke! Tu jest sukinsyn!
- Bohaterska Letty! - uśmiechnął się podejrzanie. 
- Czego kurwa?
- Nadal o to samo mi chodzi kochana. 
Wycelowałam w niego.


- Nie podchodź kurwa, bo Ci te łeb rozjebię!
- Nie dowarzysz się. - podszedł.
- Ha! Nie wierzysz? 
Pierwszy strzał. Specjalnie spudłowałam.
- Nie trafiłaś. - kolejny krok.
- Chcesz żyć to odpierdol się od mojej rodziny! Chuj Ci do niej! - obiecuję, zaraz zginie!
- Spokojnie. Musiałem Cię jakoś tu przyciągnąć, a najlepszym sposobem była twoja matka
- Masz.5.Sekund.Na.ucieczkę. - wysyczałam.
- A co jeżeli nie ucieknę? - uśmiechnął się jak jakiś pojebany.
Teraz ogarnęłam! On jest naćpany! Ale to i tak nie zmienia faktu, że jest chujem. No co? Zdania o nim nie zmienię!
Strzeliłam. Kulka przeleciała mu obok głowy.
- To dostaniesz. Za następnym razem trafię.
Zaczął uciekać. Zaczęłam go gonić. A czemu nie?
Wsiadł do Astona Martina one-77. Skurwiel.
Podbiegłam do swojego i ruszyłam za nim.
- Letty! Gdzie jesteś? - rozbrzmiał głos w słuchawce.
- Gonię Luke'a! Moja Mama jest w pokoju na samym końcu hali, zawieźcie ją do mnie. Ja za nie długo będę. - odparłam.
Nie podaruję mu dzisiaj.
***
Zatrzymał się na jakiejś polanie. Co kurwa? 
Wysiadł z auta. Zrobiłam to co on. 
- Tu Cię załatw. - wykrzyczał.
- Ty mnie? Błagam Cię! Nawet muchy nie umiesz zabić! - wyśmiałam go.
Wyjął broń spod fotela pasażera. Och, czyli on tak na serio? To ja też.
- Zginiesz szybciej niż o tym myślisz! - krzyknął. Hahahaha, na pewno!
- Dawaj!
Strzelił, nie trafił. I znowu to samo, i znowu, i znowu...
- Teraz moja kolej! - postrzeliłam go w klatkę piersiową. 
Podeszłam do 'żywego trupa'  tak wiem, wtf xd ) i szepnęłam.
- Ze mną się nie zaczyna kochanie. 
Skoro już prawie nie żyje to jego auto wezmę dla Mamy? Hmm... dobry pomysł!
Wyjęłam kluczyki z jego spodni, a on ostatkiem sił wysyczał:
- To nie koniec, moi ludzie Cię zabiją.
- Tsaa, już się boję. - wyśmiałam go.
Umarł. 

Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Doma, żeby przyjechał z Harry odebrać auto.


______________________________________
MAMY ROZDZIAŁ 10 <3 HEHE 
PODOBAŁ SIĘ? BO JAK NIE O ZAJEBIE 
A TAK WGL, TO KOCHAM WAS <3 
NIE WIERZYŁAM ŻE KOMUKOLWIEK BY CHCIAŁO SIĘ TO CZYTAĆ A TU PROSZ! <3
JESTEŚCIE KOCHANI <3
4 KO = NEXT <3

5 komentarzy: