- Ten twój Harruś pracuje dla Lostów. - powtórzył.
- Po pierwsze, on nie jest mój, a po drugie, skąd wiesz?
- Wpadłem na nich przed godziną.
- A konkretniej? - nie denerwuj się bardziej, Let.
Opowiedział mi wszystko.
Jak tam się znalazł, całą ich rozmowę. Wszystko.
Jestem tak wkurwiona na Stylesa, ale nie do niego wpierw pojadę. Najpierw do domu się przebrać. Jak szybko tam przyjechałam, tak szybko odjechałam. Dom mówił, żebym nic nie odpowiedzialnego nie robiła, a jak co to mam dzwonić.
Po 10 minutach byłam w domu.
Zaparkowałam i wbiegłam przebrać się.
Napiłam się wody, chwyciłam paczkę fajek i szybko wyszłam z domu zamykając drzwi.
Napisałam Harry'emu, że odwołuję dzisiejsze spotkanie, bo coś mi wypadło.
Ruszyłam.
Nawet nie wiem co Dom robił w Bradford, ale to nie ważne.
Na liczniku widniała liczba 201 KM/h. Nawet wolna jak na autostradę, ale no cóż.... Trzeba myśleć o innych.
***
- No mówię Ci! Połknęła haczyk! Nie jest taka sprytna! - nasłuchiwałam się głosom dochodzącym z hali.
Co Wy macie z tymi halami? - pewnie tak myślicie, hm?
A więc... Hale są zwykle z dala od miasta, gdzie nic się nie dzieje. No chyba, że właśnie jakiś gang go sobie przywłaszczy to radzę nie pojawiać się w okolicy bez zabezpieczenia. Nie żartuję. Raz tak miałam. Dobrze to pamiętam....
~~~ Flashback ~~~
Szłam chyba już 3 godzinę. Nie wiem gdzie jestem. Jest ciemno i zimno. Jedyne o czym marzę to coś na rozgrzanie i własne łóżko, ale nie ma mowy żeby wróciła do domu. Nie po tym co się stało. Nie będę dziwką mojego ojca. Nikogo nie będę dziwką!
Zauważyłam, że znalazłam się poza miastem.
Ugh... Super.
Zobaczyłam jakieś samochody przy jednej z hal. Może mi powiedzą gdzie jestem i jak dostać się do miasta? Albo dadzą coś ciepłego do picia?
Ruszyłam w kierunku budynku.
Popchnęłam drzwi,a one otworzyły się skrzypiąc. Wszystkie oczy były zwrócone ku mojej osobie.
W środku byli sami mężczyźni.
Nie zapowiadało się dobrze.
- Patrzcie kogo my tu mamy... - zbliżył się jeden do mnie.
Teraz wiedziałam, że to był zły pomysł... Czy ja zawsze muszę mieć pecha!?
- Umm... ja... Jak dostać się do Londynu? - wybełkotałam.
Nic nie odpowiedzieli tylko zbliżli się do mnie. Jeden wziął mnie na ręce i gdzie niósł ale ktoś zrobił 'z buta wjeżdżam'.
Tym razem nie ja byłam osobą, którą się interesowali, tylko 2 facetów w drzwiach.
- Czego chcesz Dom?! - krzyknął jeden z nich.
Dom? Dom Toretto? A on czego tu?
Słyszałam coś o nim. Ściga się i ma problemy z policją.
Popatrzył na mnie i wiedział, że jest coś nie tak, więc strzelił w tego gostka. Na moich oczach umierał. To było straszne, jak dla mnie.Mam tylko 14 lat!
Ten drugi wziął mnie do samochodu i kazał zostać.
Po 5 minutach przyszli i odjechaliśmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta... Nie polecam.
Postanowiłam nie czekać i wbiłam do nich.
Oczywiście, że byli zdziwieni.
A kto by nie był?
Dziewczyna z pistoletem wbija do hali z zamiarem zabicia przynajmniej połowy.
To nie jest normalne.
- Połknęła haczyk? Gdbym to zrobiła to nie było by mnie tu. - podchodziłam powoli.
W ich oczach było widać strach. Każdy bał się o swoje życie.
- Ty. - wskazałam na jakiegoś brzydala. Mógł być o rok ode mnie starszy. - Chodź tu.
Wstał i zaczął do mnie podchodzić, ale po stawieniu 5 kroków dostał kulke w łeb.
- Z Wami też się może tak stać. - dodałam.
Zachowują się jak dzieci, które nie wiedzą co robić.
Rozwaliłam łby jeszcze innej dwójce. Dopiero potem zaczęło się piekło.
Schowałam się za jakimś pudłem.
Mój telefon zaczął wibrować.
Teraz?
TERAZ?
No dobra, odbiorę.
- Halo?! - wrzasnęłam bo prawie dostałam.
- Przestań strzelać.
- Kim jesteś i skąd wiesz, że strzelam?!
- Bo Cię kurwa widzę. Przestań, zabiłaś prawie wszystkich. - rozłączyłam się
Widzi mnie? Kto?!
Ale miał rację... Prawie wszędzie są trupy.
- Letty, porozmawiajmy. - Harry.
Obróciłam się.
To był on.
Niech lepiej spierdala, bo nie wiem co mu zrobię!
- Nie mamy kurwa o czym! - wyminęłam go.
- Czekaj. - szarpnął moje ramię.
- NIE.DOTYKAJ.MNIE. - warknęłam.
- Daj mi to kurwa wytłumaczyć! - wrzasnął.
- No to kurwa proszę bardzo! Ale nie tutaj. Jedź za mną.
Co on chce mi wytłumaczyć? Nie ma czego. Zawiodłam się na nim i tyle. Powiem tylko tyle, chuj mu w dupę.
***
- No to mów. - wyszłam z samochodu i usiadłam na trawie.
- Na samym początku miałem być tylko wtyczką, zaprzyjaźnić się z Tobą, wyciągnąć informacje i tyle, ale ja nie mogę...
- Dlaczego? - zdziwiłam się.
- Bo ja umm...
- Co ty?!
- Do cholery, Letty! Ja chyba się w Tobie zakochałem!
________________________
Za nami rozdział 15 ^^
jakie wrażenia ? :*
Podoba się Wam? Jak myślicie, jaka będzie reakcja Letty? ^^


