11:45.
Nie zdążę do pracy. Adam mnie zajebie!
Brzmię jak bym się przejmowała, no nie? Tak nie jest. Prix to mój przyjaciel. Czasami zachowuje się jak totalnym chujem, ale i tak go lubię.
Mamy bardzo podobne charaktery. Gdy ja coś chcę mieć, mam to, tak samo jak on. Jestem wredną suką, a on wrednym chujem.
- Już nie śpisz- Jezu, wystraszył nie.
- Umm.. Tak. - wybełkotałam.
- Chcesz coś zjeść? - typowe pytanie od Harry'ego...
- Nie, dzięki. Będę się zbierać. - wstałam z łóżka.
- Nie zostaniesz? - zrobił się smutny.
To mnie zbiło z tropu.
Zrobił się smutny? Czemu? I tak nie porucha... Tak wiem, jestem genialna.
No ale... jak jest inny powód?
- Ale dlaczego bym miała? - zdziwiłam się.
- Um... Bo... umm.. chciałem... - plątał się w słowach.
Postanowiłam ułatwić mu to wszystko.
- Jasne, zostanę, ale mogę się umyć?
- Tak, dam Ci jakieś ciuchy na przebranie. - wyszedł z pokoju.
***
- Nosz kurwa! - rzucił padem. Zachichotałam.
- No, kochany, musisz popracować nad tym. - poklepałam go po ramieniu.
- Tsaa..
- No nie denerwuj się. Chcesz to możemy się pościgać w realu, dzisiaj ma być gdzieś jakieś wyścigi.
- O której?
- Nie wiem.. 21?
- Odpowiadasz czy się pytasz? - uśmiechnął się.
- Odpowiadasz czy się pytasz? - uśmiechnął się.
Pokazał mu język, a on zaśmiał się.
Wstałam z kanapy i skierowałam się do kuchni. Nalałam sobie szklankę wody i od razu wypiłam całą jej zawartość.
- A co ty na to - zaczął Harry. - by zamiast iść na wyścigi pójść do klubu?
Co lepsze?
Mam wielką ochotę skopać komuś dupę na wyścigach, ale chciałabym też potańczyć w klubie...
Wyścigi VS Klub...
Wyścigi VS Klub...
Wyścigi VS Klub...Wyścigi VS Klub...
- A może, pojedziemy na godzinę, lub półtorej, pościgać się, a potem do klubu?
- W sumie? Czemu nie. - uśmiechnął się.
- Harry? - odezwałam się po krótkiej ciszy.
- No?
- Odwieziesz mnie do domu?
- Jasne.
Poszłam ubrać się w swoje rzeczy.
Jak dobrze, że to dresy, a nie jakaś kiecka.
***
Jak ja nie lubię siedzieć sama w domu. Taka cisza. Ciemno.
Ciekawe co u Mamy... Nie dzwoni, nie pisze... Trochę się martwię. Zadzwonię do niej.
Wybrałam numer mojej rodzicielki i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Po 5 sygnałach odebrała.
- Halo? - powiedziała zaspanym głosem.
Kurwa, zapomniałam o tym, że u nich jest noc!
- Cześć Mamo, co tam u Ciebie? Sorry, że dzwonię w nocy, ale martwiłam się o Ciebie.
- Och, nic nie szkodzi. A tak ogólnie to dobrze. Za niedługo wracam do domu z Jade.
- Jade przyjeżdża? To zajebiście. - uśmiechnęłam się do słuchawki.
- No, wiedziałam, że się ucieszysz. Ale mów co u Ciebie, kochana.
Zaczęłam jej opowiadać, że nic ciekawego się nie działo.
Pytała się o Harry'ego.
Co miałam jej powiedzieć?
'Wczoraj mnie zabrał do siebie wbrew mojej woli, ale ma zajebisty apartament!'
No bez jaj! Proszę Was!
Gadałyśmy tak z 10 minut. Potem poszłam się ubrać.
Siedziałam i oglądałam telewizję, ale telefon zaczął wibrować.
Ekran wyświetlał numer Doma.
- Halo? - odebrałam.
- Hej, Letty, musimy się spotkać. Teraz. - nacisnął na 'teraz'.
- Ale..
- Czekam tam gdzie zawsze, pa. - rozłączył się.
Uuuu... Powiało grozą.
Był stanowczy. Zbyt stanowczy. Coś musiało złego stać.
No nic. Muszę jechać.
***
- Dom? Jesteś?! - krzyknęłam na całą hale.
- Tak. - wyszedł z jakiegoś kąta.
- O co chodzi?
- Harry pracuje dla Lotsów.
- Co?!
__________________________________________________________
Mamy rozdział 14! Łiiiiii xd
Jak tam rozpoczęcie? Jaki macie plan lekcji? Ja mam do dupy ._.
A jak już jesteśmy przy szkole itp to chcę Wam powiedzieć, że rozdziały będę poawiać się raz w tygodniu :)
TWITTER LETTY
TWITTER HARRY'EGO
TWITTER LETTY
TWITTER HARRY'EGO
4 kom = NEXT


boski *,*
OdpowiedzUsuńNext..!! Next..!!
OdpowiedzUsuńUhuhu :D nexta proszę ;*
OdpowiedzUsuńAAAAAAA! Czuję że Let się rozprawi z Hazzą :3
OdpowiedzUsuń