- Zapytałem o coś, nie lubię jak mnie się ignoruje. - uśmiechnął się łobuzersko.
Nie mam na prawdę ochoty na koleją kłótnie, więc odpowiedziałam :
- Tak, a teraz sorry bo mam robotę. - znowu próbowałam go wyminąć, Na marne.
- Gdzie tak się śpieszysz? Nawet mi się nie przedstawisz?
- Nie, to ty mnie zaczepiłeś, a ja nawet nie mam kurewskiej ochoty z Tobą gadać.
- Uuuu... Ostro, jestem w takim razie Harry, a ty?
- Letty.
- Ładnie. - puszcza mi oczko.
- Mhm. Na razie Harry. - odeszłam.
Ruszyłam w kierunku mojego, ukochanego autka. Do mojej pięknej Hondy. Wyciągnęłam kluczyki od niej i otworzyłam auto. Cieszę się, że Dom mi ją wczoraj wyczyścił, na reszcie mam tu jakiś porządek. Wsadzam kluczyki od stacyjki i przygazowuję. Kocham ten ryk silnika.
- Zajebista Honda. - słyszę znów Harry'ego przez otwartą szybę.
- Ugh... Nie rozumiesz, że nie mam czasu na to by gadać z Tobą? Aż tak ciężko to zrozumieć?
- Mówiłaś, że nie masz ochoty. - opiera się o auto.
- Tego też. A teraz odejdź, bo nie chcę, żebyś sobie stłuk te swoje dupsko. - syknęłam.
Odsunął się, a ja ruszyłam.
Kierowałam się w stronę domu Doma.
Postanowiłam pojechać dłuższą trasą - przez autostradę. Musiałam odreagować.
156 KM/h - nie za szybko, ale nie za wolno. Dla mnie sam raz.
Mój telefon dzwoni, nieznany numer. Odbieram.
- Nie pędź tak, bo w coś wpadniesz. - śmieje się Harry w słuchawce.
- Do kurwy nędzy! Jak ty zdobyłeś mój numer?! - wrzeszczę.
- Zjedź na bok jak chcesz pogadać.
- Nie. - rozłączam się.
***
- To jak Let? Ścigasz się dzisiaj?Podobno ma być nowy ścigasz. Dokopiesz mu. - śmieje się Brian.
- Nawet mnie nie wkurwiaj O'Connor! - upijam łyka mojego piwa.
- Co jest Letty? Okres? - śmieje się nadal.
- Co jest Letty? Okres? - śmieje się nadal.
- Nie, dzisiaj odwiedził mnie jakiś gostek w pracy, a potem dzwonił do mnie.
- Cichy wielbiciel? - dołączył do niego Dom.
- Ugh... Nie wiem, ale mam po dziurki w nosie jego ryja.
- Na pewno? Czy może już go kochasz? - palnął Brian, a Dom wybuchnął śmiechem.
- Jeszcze. Jedno. Słowo. A nie żyjesz. - warczę, a on w obronnym geście podnosi ręce do góry i udaje niewiniątko.
Po pewnym czasie dodaje:
- Kiedy i gdzie ten wyścig?
- Dzisiaj o 23, nie daleko. - uśmiecha się Toretto.
- Super. Jadę, muszę zarobić jeszcze bo mamy długi z matką. - wstaje i chwytam kluczyki od mojego samochodu. - Was też tam widzę. - powiedziałam i wsiadłam do auta.
***
- Jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu.
Pusto. i ciemno. Ciemno jak w dupie u murzyna. Nie żebym miała coś do nich, ale takie powiedzenie.
Zapalam światło w kuchni. Zrobiłam sobie jajecznicę.
Patrzę na zegarek po skończeniu kolacji - 20:16.
Włożyłam naczynia do zmywarki i pobiegłam na górę przebrać się. Ubrałam to wszystko:
Zrobiłam grube, czarne kreski eyelinerem, a usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem.
***
- Letty, twoja kolej. Dwaj 2 koła. - podszedł do mnie Tej.
- Trzymaj i nie jęcz. - podałam mu kasę. - Odliczone.
Gdy zobaczyłam kto właśnie obok mnie podjechał...
_________________________
Mamy rozdział 1! Jak wrażenie? Podoba się? :))




Neext! *-* /Nialla
OdpowiedzUsuńFajne . :)
OdpowiedzUsuńNEXT!
Widać, że lubisz "szybcy i wściekli" , ja też ♥ Najlepszy film ever :D
OdpowiedzUsuńBlog fajny tak po za tym. :))