N O T K A
* miesiąc później*Wiele rzeczy ostatnio się działo....
Aria znalazła sobie mieszkanie, prawie codziennie jestem u Harry'ego, a Mama... Mam wyjechała o Satnów, o swojego chłopaka. Szczerze? Nie spodziewałam się tego, że to będzie nasz stary sąsiad, pan Josh Simons. Dziwne, nie?
Dzisiaj jadę z Harrym, Arią i kumplami Hazzy nad jezioro. Zayn, Liam, Lou i Niall są spoko. Tak samo jak El i Pezz - El jest dziewczyną Lou, Perrie Zayna.
Bym zapomniała! Mark odczepił się, ale to jakieś nie w jego stylu...
I w co się ubrać?
Jest ciepło, więc... Chyba jednak postawę na ten zestaw.
A! I mój styl stał się bardziej kolorowy.
Nie jestem już tą starą, zrzędliwą Letty. Nie, jestem wesołą Letty. Tak! To możliwe!
Ubrałam się i zbiegłam na dół do kuchni. Wzięłam jabłko i zaczęłam jeść. Nie byłam jakoś specjalnie głodna. Zrobiłam jeszcze wie kanapki i schowałam je do torby. Może potem zjem.
Spakowałam jeszcze wodę i wyszłam z domu.
***
- Siema, lenie! - krzyknęłam wychodząc z samochodu.
Wszyscy już byli na plaży. Eleanor z Louisem całowali się, Niall, Liam, Zayn, Perrie i Aria byli w wodzie, a Hazz siedział na kocu.
Wzięłam torbę z tylniego siedzenia i usiałam obok Harry'ego, wcześniej rozbierając się do stroju kąpielowego.
- Zdejmij i to. - szepnął i do ucha.
Mówiłam, że Hazz stał się zboczony? I że kochałam się z nim, i to już nie raz? Nie? To teraz mówię.
- Harry... - skarciłam go.
- Letty... - przedrzeźniał mnie.
- Chodź do wody. - wstałam i pociągnęłam go.
Poszedł za mną. A raczej ze mną na rękach.
- Harry! Ty debilu! Puść mnie! - krzyczałam śmiejąc się.
Zaczął biec w kierunku pomostu. O nie. On chyba nie che skoczyć!
- Harry! - tylko tyle zdążyłam wykrzyczeć, ponieważ skoczył.
Zabije go! Normalnie uduszę!
Wynurzyłam się z wody i podpłynęłam do Harry'ego który uśmiechał się jak debil.
- Zajebie Cię kiedyś! - wskoczyłam mu na plecy.
- Oj cicho bądź. - pocałował mnie
Jego pocałunki są niezwykłe. Takie delikatne, a za razem namiętne.
Jest wspaniały.
***
- Letty! Jesteś! - zawołał już zlany Lou.
Ile oni musieli wypić w godzinę?! Boże... Jakie menele...
- Jestem, jestem. - zaśmiałam się z niego i przytuliłam na powitanie. - Gdzie reszta?
- Nie wiem... Pewnie, gdzieś tańczą, albo się bzykają. - westchnął.
Zakryłam usta dłonią by nie wybuchnąć śmiechem.
Lou to niezły jajcarz, ale gdy przez niego aklohol przemawia, to nawet skałą by ze śmiechu pękła. Mówię prawdę!
- Pójdę ich poszukać. - uśmiechnęłam się.
Przepychałam się przez tłumy ludzi, którzy albo tańczyli, albo gdzieś się bzykali. Masakra.... Czy Ci ludzie nie mogli by iść przynajmniej do sypialni?Tylko powybijać...
Poczułam szarpnięcia za ramię. Już miałam przyłożyć temu komuś, ale zorientowałam się, że to Pezz.
- Heej! - uśmiechnęłam się. - Już miałaś ode nie dostać! Wystraszyłaś mnie!
Jej wyraz twarzy... Coś było nie tak..
Po pierwsze: NIE UŚMIECHA SIĘ, CO NIE JEST W JEJ STYLU.
Po drugie: MA TĄ MINĘ TYPU ' COŚ SIĘ KURWA ZARAZ STANIE ', WIĘC...
- Co jest, mów. - westchnęłam.
- Mark.... On tu jest. - bąknęła.
CO?! Jak n tu się znalazł?! Przecież...
Chwila! Czemu ja się przejmuję? Nawet gdybym sama nie dała sobie rady to mam Hazze, no nie? A pro po... Muszę go poszukać.
- Uważaj na siebie Perrie, ja idę szukać Harry'ego. - westchnęłam po raz kolejny.
Dziewczyna oddaliła się, jak i ja.
Chodziłam i szukałam.... W pewnej chwili miałam się poddać, ale weszłam na korytarz przy łazience, a że miałam ogromną potrzebę...
Przy jednej ze ścian jakaś dwójka osób całowała się. Boże... Czy to nie jest Amelia? I... HARRY?!
- Co to kurwa ma być?! - wrzasnęłam.
Oboje oderwali się od siebie. Oj przepraszam, że Wam kurwa przerwałam!
- Letty.. Ja... Ja Ci wszystko wyjaśnię! - odezwał się.
- Spierdalaj kutasie! - splunęłam.
Na twarzy Nelson pojawił się uśmiech.
Nie czekając na nic, pożegnałam ich fakasem i odeszłam. Nie, odbiegłam od nich kierując się w stronę samochodu.
Nie mogę tu dłużej zostać. O nie!
Wsiadłam do Toyoty od... No właśnie! OD NIEGO! Ugh...
Wyjechałam na drogę. Nie, ja wpierdoliłam się nie drogę!
Nie jechał za mną, nawet nie wybiegł... Szczerze? To dobrze... chyba.
Zatrzymałam się na czerwonym świetle.
Obok mnie podjechała czarna Honda. Spojrzałam w stronę kierowcy... O kurwa...
Uśmiechał się i to jak! Pytanie brzmi następująco: CZEGO ON CHCE?
Nie powie... Bałam się jak cholera dlatego ruszyłam z piskiem opon mając w dupie, czy jest zielone, czy też nie. Pech chciał, że nic nie zrobiłam jeszcze z Toyotą... Seryjny silnik...
Jechałam 129 km/h przez miasto i to po krętych drogach. Spojrzałam w lusterko. Jedzie za mną. Powtórzę: O KURWA.
W pewnym momencie poczułam, że dachuję. Nie mogłam nic z tym zrobić. Nic. Byłam zdana na łaskę Boga.
Samochód zatrzymał się na dachu. Czułam, że leci i krew. Chciałam wygrzebać się z auta, ale...
- Kochanie... I tak się Ci nie uda. - strzał.
Wystarczył tylko jeden bym umarła....
~*~
I mamy zakończenie pierwszej części... Został nam tylko epilog i biorę się za pisanie 2 części! Jupila! Tym razem przeniesiemy się do Tokio. Tylko tyle mogę Wam powiedzieć ;) Kocham Was <3


następny <3 *-*
OdpowiedzUsuń